35 procent, które miało znaczenie

04/06/2020

Trzydzieści jeden lat temu – 4 czerwca 1989 r. – odbyły się w Polsce pierwsze częściowo wolne wyboru parlamentarne. Był to jeden z elementów stopniowego demontażu komunistycznego systemu władzy.

Do wyborów 4 czerwca 1989 r. doszło w wyniku porozumień zawartych między władzą komunistyczną a solidarnościową opozycją i Kościołem katolickim podczas obrad Okrągłego Stołu (luty-kwiecień 1989 r.). „Stawka w tej niebezpiecznej grze jest bardzo wysoka”, napisał 5 lutego 1989 r. w Dzienniku politycznym ówczesny premier PRL Mieczysław Rakowski.

Po 20 latach ponad połowa Polaków (54 proc.) uznała w badaniu CBOS-u tę „niebezpieczną grę” za decydującą dla przemian ustrojowych w Polsce. O połowę mniej respondentów (26 proc.) z 2009 r. uznało, że to częściowo wolne wybory z czerwca 1989 r. były punktem zwrotnym dla przemian. Dziesięć lat później 63 proc. badanych w sondażu IPSOS dla OKO.press uznało wybory z 1989 r. za sukces. Za porażkę – 25 proc.

„Ekipa Jaruzelskiego, nie rezygnując z kontroli nad najistotniejszymi narzędziami sprawowania władzy, postanowiła zbudować dla umiarkowanej części opozycji reglamentowane miejsce w systemie politycznym (…)”, podsumował obrady Okrągłego Stołu prof. Antoni Dudek Reglamentowanej rewolucji, dodając, że to wydarzenia czterech następnych miesięcy przesądziły o tym, że Polską co najmniej do 1995 r. nie rządził – jako prezydent PRL – generał Jaruzelski.

Wybory 1989: Wybory kontraktowe

Do ustępstw na rzecz opozycji zmusiła Polską Zjednoczoną Partię Robotniczą pogarszająca się sytuacja gospodarcza. W 1988 r. wybuchła w Polsce fala strajków, a protesty były brutalnie pacyfikowane przez ZOMO. Podczas obrad Okrągłego Stołu ustalono, że PZPR oraz ugrupowania satelickie: Zjednoczone Stronnictwo Ludowe, Stronnictwo Demokratyczne oraz koncesjonowane ugrupowania chrześcijańskie będą miały zagwarantowane 65 proc. mandatów w Sejmie w ramach częściowo wolnych wyborów parlamentarnych. Do obsadzenia pozostało 35 proc. miejsc poselskich i cały Senat. Dlaczego 35 proc. a nie np. 36 lub 40 proc.?

Wbrew pozorom to nie bez znaczenia. Podczas obrad Okrągłego Stołu toczono ostry spór o każdy procent, ponieważ ewentualne zdobycie 35 proc. miejsc w izbie niższej, przy jednoczesnym kontrolowaniu Senatu, dawało stronie opozycyjnej możliwość blokowania ustaw w parlamencie. Szef MSW Czesław Kiszczak mówił, że to zasadniczy spór, ponieważ „te 2 proc. mogą oznaczać możliwość swoistego liberum veto ze strony opozycji”.

Wybory zaplanowano na czerwiec 1989 r. Strona opozycyjna przystąpiła do kampanii wyborczej z animuszem, a cały kraj oblepiono plakatami kandydatów Komitetu Obywatelskiego „Solidarność”, na którym pozowali oni z Lechem Wałęsą. Ta strategia się opłaciła, tym bardziej że strona rządowa nie potrafiła przystosować się do nowej rzeczywistości i jej agitacja wyborcza była nieatrakcyjna.

Wybory kontraktowe: Sukces opozycji

W niedzielę (4 czerwca) w I turze wyborów głos oddało 62,3 proc., co uznano wówczas za stosunkowo niski wynik. Jednak dopiero w wyborach parlamentarnych z 2019 r. udało się zbliżyć do podobnego poziomu – 61,7 proc. Głosowanie okazało się sukcesem opozycji, która zgarnęła 160 ze 161 mandatów do Sejmu. W Senacie kandydaci Komitetu Obywatelskiego zdobyli 92 ze 100 miejsc. Na pozostałe mieli szansę w II turze.

Skalę porażki rządzących obrazują wyniki głosowania w ramach przeznaczonych dla nich 299 miejsc w Sejmie. W I turze głosowania udało im się obsadzić zaledwie trzy miejsca. Po części stało się tak za sprawą większościowej ordynacji wyborczej. Na dodatek rządzący obsadzili zaledwie 2 spośród 35 mandatów z tzw. listy krajowej, na której znaleźli się przedstawiciele najwyższych władz państwowych i partyjnych.

Według ówczesnej ordynacji wyborczej oznaczało to, że pozostałe 33 mandaty pozostały nieobsadzone. Ta prestiżowa porażka – w głosowaniu przepadli m.in. premier Rakowski, Kiszczak czy były I sekretarz KC PZPR Stanisław Kania – zmniejszała przewagę rządzących w Sejmie. I chociaż ostatecznie po I turze zmieniono ordynację wyborczą i pozwolono stronie rządzącej na obsadzenie brakujących mandatów w II turze głosowania, to nikt z przegranych nie zdecydował się na ponowny start.

4 czerwca: Świadomość porażki

Rządzący mieli świadomość druzgocącej porażki. „Posiedzenie rozszerzonego Sekretariatu KC. Miny towarzyszy niewesołe. Od rana wiadomo, że wybory zakończyły się klęską”, zanotował 5 czerwca Mieczysław Rakowski. Po latach późniejszy premier Leszek Miller powiedział Robertowi Krasowskiemu Anatomii siły – że „Te cztery lata [kadencja parlamentu – red] miały być po to, żeby legalną już opozycję – Obywatelski Klub Parlamentarny – wmontować w system polityczny i przekształcenia rynkowe, które rozpoczął rząd Rakowskiego”.

Miller dodał, że „chodziło o to, żeby również PZPR wmontować w system gry parlamentarnej i przygotować do sukcesu za cztery lata, ale już bez „kontraktowych” podpórek i zabezpieczeń, albo do oddania władzy i przejścia do opozycji, której legalności nikt nie będzie kwestionował”. Jednak do nowych wyborów doszło szybciej niż w ciągu czterech lat.

Sukces opozycji przyspieszył przemiany polityczne w Polsce. Jeszcze 19 lipca 1989 r. Zgromadzenie Narodowe wybrało na prezydenta Polski, większością jednego głosu, Wojciecha Jaruzelskiego. Generał był jedynym kandydatem. Oznaczało to, że Jaruzelskiego poparła przynajmniej część parlamentarzystów opozycji – co podobno miało ostatecznie go upokorzyć wewnętrznie. W międzyczasie coraz trudniejsza stawała się sytuacja gospodarcza kraju, a w jednej z ostatnich decyzji, ustępujący rząd Rakowskiego zdecydował o urynkowieniu od 1 sierpnia cen żywności. Oznaczało to gwałtowny wzrost cen i początek hiperinflacji.

Rząd Mazowieckiego: Okres przejściowy i efekt domina

W tej sytuacji strona opozycyjna coraz śmielej mówiła o konieczności wyznaczenia premiera ze swojego środowiska. Lech Wałęsa argumentował, że jedynym rozwiązaniem jest stworzenie rządu Solidarności w koalicji z ZSL i SD. Wobec niemożności zyskania większości w Sejmie przez Kiszczaka, kandydatem na premiera został Tadeusz Mazowiecki – od 24 sierpnia 1989 r. – pierwszy niekomunistyczny premier wśród państw znajdujących się pod dominacją ZSRR.

Wybór Mazowieckiego na szefa rządu zapoczątkował efekt domina w krajach bloku wschodniego. W trakcie kilku ostatnich miesięcy 1989 r., podczas jesieni narodów, załamały się reżimy komunistyczne na Węgrzech, w Czechosłowacji, w Bułgarii i w Rumunii.

W międzyczasie, w listopadzie 1989 r. upadł mur berliński. A już w niespełna rok później, dzięki gwarancjom amerykańskim dla przywódcy ZSRR Michaiła Gorbaczowa, doszło do zjednoczenia Niemiec. W ciągu kolejnych miesięcy stopniowo demontowano instytucje kojarzone z systemem jałtańskim w Europie po II wojnie światowej. Żołnierze radzieccy stopniowo opuszczali NRD i Polskę – ostatni wyjechali z końcem 1993 r. W lipcu 1991 r. przestał istnieć Układ Warszawski, czyli wojskowa przeciwwaga dla NATO. Kilka dni wcześniej rozwiązano Radę Wzajemnej Pomocy Gospodarczej. W grudniu 1991 r. przestał istnieć ZSRR. Na jego gruzach powstało 15 nowych państw. Pierwsze zupełnie wolne wybory przeprowadzono w Polsce w październiku 1991 r.

„Dla Leszka [Lecha Kaczyńskiego – red.] i dla mnie „okrągły stół” był czymś, co przypominało grę Józefa Piłsudskiego w czasie pierwszej wojny światowej. Nie odrzucił on deklaracji dwóch cesarzy, choć nie była satysfakcjonująca, przeciwnie – uznał ją za krok, który służył polskiej sprawie (…). Uważałem – przyznaję dziś błędnie – że nikt przy zdrowych zmysłach nie może traktować „okrągłego stołu” jako aktu założycielskiego nowego ustroju”, stwierdził późniejszy premier i prezes PiS Jarosław Kaczyński Porozumieniu przeciw monowładzy, swoim opus magnum.

Antoni Dudek napisał, że „rok 1989 obfitował w przełomowe wydarzenia, ale dla historyków nie ulega już dziś wątpliwości, że najważniejsze z nich były wybory do parlamentu z 4 czerwca. Tego dnia (…) miliony Polaków zadały przy pomocy kartki wyborczej śmiertelny cios komunistycznej dyktaturze”.

Tak się złożyło w historii Polski, że ważkie zmiany polityczne dokonywały się co jakiś czas w sposób bezkrwawy. Konstytucja 3 maja, określana mianem pokojowej rewolucji, przetrwała rok i „dość szybko straciła na aktualności jako opis rzeczywistości ze względu na procesy uruchomione przez rewolucję francuską”, powiedział w niedawnej rozmowie z EURACTIV prof. Piotr Ugniewski z Uniwersytetu Warszawskiego.

Jednak w Polsce po I wojnie światowej stała się jednym z symboli odrodzonego państwa. Spór o Okrągły Stół i pierwsze częściowo wolne wybory trwa od trzydziestu lat.

Źróło: euractiv.pl

Powrót do listy